poniedziałek, 26 września 2011

Tak wiem wiem...masa czasu odkad zamieściłam ostatniego posta...już się dopytywała pewna osóbka co jest nie tak...myślę,że wszystko jest ok......brakło mi jedynie ostatnio weny, trochę zagromadziło sie "demonów", ale stawiam im czoła.
Dziś chciałabym napisać o rodzajach przyjmowania krytyki...zasugerowałam się pewnwypowiedzią bardzo wartościowego człowieka, ubrałam to w zdania i przede wszystkim zrozumiałam.... 
tórz... wymyśliłam sobie , że są 2 rodzaje przyjmowania krytyki:
1) postawa lustra-przyjmując krytykę, dosłownie przeglądamy sie w niej, nie dajemy jej wtargnąć do serca a jedynie uznajemy ją za informacje z którą trzeba się skonfrontować. taka postawa nie przejmuje się nia dłuższy czas:) osobiście nie znam osoby, która potrafi postawę lustra  wdrożyć w życie ale z samej zasady chylę czola jesli własnie zawsze potrafisz tak zareagować

2) postawa gąbki- krytyka dosłownie powoduje, przejście do naszego serca i umysłu, pozwalamy jej chwile lub też dłuższy okres- w zależności od człowieka- panoszyć się w naszych myślach pozwalając jednocześnie zdominować nas. Stajemy w konfrontacji z negatywnymi uczuciami  i jednocześnie powoduje ona ból...i tu mamy dwie drogi....albo weźmiemy się w garść albo damy się dalszym procesom...
eh...takie moje wypociny:) oczywiście to nie żadna naukowac interpretacja...to tylko moja wena

wtorek, 23 sierpnia 2011

codzienność :)

Codzienność jest wyznacznikiem rutyny....z kolei ta potrafi cieszyć lub martwić a nawet złościć... jednak czy chcemy czy nie ona pozostanie nieodłącznym wyznacznikiem życia do czasu gdy zmienimy coś w cyklu, ale nie "bójcie żaby"... przecież i nowy cykl stanie się rutyną. Jednak życzę każdemu z Was, abyście dostrzegali magię każdego dnia, magię w "cześć" uśmiechniętej obcej pani z samego rana podczas gdy idziesz jak co dzień, tą samą ścieżką do tej samej szkoły Twojego maluszka, magię w zmienionym smaku tej samej potrawy, którą choć gotujesz od kiedy pamiętasz akurat dziś smak jest nieco inny, magię w dziwnym kole na obrazku namalowanym przez córeczkę lub synka akurat w miejscu gdzie powinna znajdować się szyja... a także magię w kolejnym dość sarkastycznym żarciku Ukochanego.... 
W momencie gdy kolejny raz pomyślisz jak bardzo ogarnęła Ciebie rutyna..... pomyśl o magii:)


a teraz coś z tomiku:)

Krzykiem przybiłam do ściany żal,
Pokazałam mu gdzie go mam...
I może sobie już zawsze na niej wisieć,
Bo ja już z niego będę się tylko śmiać
<a.h>

poniedziałek, 22 sierpnia 2011

a gdy jeszcze byłaś w brzuszku.....

postanowiłam podzielić się niektórymi wierszami z okresu ciąży... gdy przypomnę sobie ten czas.... :)


Każdego dnia błogosławionego stanu, 
uśmiecham się gdy tylko spojrzę oczyma wyobraźni na Ciebie....
Każdego dnia czuję się bliższa Tobie,
czuję jak więź pomiędzy nami zaczyna być coraz mocniejsza....
Niesamowite zaczynają być rzeczy, które wcześniej były mi obce...
Czuję z każdym twym ruchem, jak staję się matką
odpowiedzialną za Ciebie w każdej sekundzie Twego życia....
Oczekuję Ciebie i wierzę, że z twym nadejściem zmieni się wszystko
Moja łza stanie się uśmiechem, smutek będzie obcy.
<a.h>



Wiem, że nie oddam ci pałacy...
bo ich nie posiadam
Ani złota ci nie oddam...
bo go nie mam.
Lecz oddam ci to, co najpiękniejsze we mnie...
i część siebie...

 <a.h>  





 

niedziela, 21 sierpnia 2011

MOJA MUZA....

Słoneczny dzień, przede mną kolorowe plac zabaw wypełnione śmiechem mojej córeczki.... właśnie dziś nauczyła się całkiem sama bujać na huśtawce... już nie muszę jej bujać a to oznacza, że mogę grzać ławkę hehe. 
Gdy przypomnę sobie ten moment, jej wzrok tak dumny i wyraz twarzy który był odpowiedzią na słowa uznania... Zabrakło mi powietrza... pewnie wiesz o czym piszę.... to taki moment gdy czujesz się tak dumny/a, że dziwnym trafem unosi się serce, całe ciało praktycznie unosi się w górę i nagle bierzesz podwójny oddech, w którym chyba brakuje tlenu:) to dziś czułam... to czułam wczoraj i za każdym razem gdy uczyła się czegoś nowego..... ile jeszcze razy to poczuję? setki i miliony i już mam przed oczami te dumne oczy mojej Agatki... Dziękuję Bogu, że mogę być mamą.... tak bardzo dziękuję:)

Jesteś moim promieniem nadziei,
gdy jej czasem brak
Jesteś głośnym śmiechem
wśród bolącej czasem ciszy
Jesteś radością dla mojego wzroku,
gdy w polu widzenia bywa jedynie szarość
Ty jeszcze nawet nie wiesz jak zmieniasz moje życie....

niedziela, 14 sierpnia 2011

dobre uczynki

Pamiętam jak ułożyłam w głowie moje motto.... jest ze mną już bardzo długi czas i wciąż napędza moje serce;)

" Z czynienia dobrych uczynków.....
Może i nie kupię chleba....
Ale zyskam piekarnię serc"
Zamieściłam dla Was moje motto dla chwili refleksji...
Życzę Ci czynienia wielu dobrych uczynków! Życzę Ci być potrafił/a się cieszyć się z ich czynienia i zyskał/a piekarnię wspaniałych serc:)

wtorek, 9 sierpnia 2011

Kolejny powrót do przeszłości..

Postanowiłam zamieścić jeszcze jeden wiersz napisany w szkole podstawowej. Myślę, że na tym poprzestanę z przeszłością szkolną i skupię się na nieco "dziwniejszych" wierszach. Wciąż mam wielkie obawy co do tego bloga... w końcu jest tyle pięknych blogów o poezji (adresy niektórych zamieszczę gdy znajdę więcej czasu). Jednakże nie obawiam się krytyki. Bloga traktuję bardzo osobiście i wiem, że będzie moją odskocznią do pisania... wierszy, filozoficznych pierdółek i innych takich:) Zawsze kochałam to co robię, lecz w pewnym momencie przygniotła mnie rzeczywistość życia... obowiązki. Podążanie ścieżkami dorosłości potrafią odebrać fantazję, choć wiem, że w moim przypadku było to przejściowe. Nie znam nikogo na świecie kto by powiedział, że jestem ....realistką. Ci którzy dobrze mnie znają wiedzą, że zawsze bujałam w obłokach i miałam nieco inne podejście do rzeczywistości. z perspektywy czasu jestem szczęśliwa, że wciąż drzemie we mnie tyle dziecka.... I tak.. dzięki mojej Agatce znowu wiem co znaczy marzyć, śmiać się z "głupot"  i tańczyć z wymyśloną muzyką w głowie. Zaczynam budować siebie na nowo z tego co już istniało... ulepszam? Jeszcze tego nie wiem.

a oto i dość refleksyjny wiersz
                                            "ZAGUBIONY PIES"


Ja... odrzucony przez tych których kochałem,
chodzę i błąkam się bez celu....
Czemu los mi taki napisano?
Chciełbym miłości, ciepła, opieki...ale ich nie otrzymuje.
Czy znajdzie się ktoś kto przytuli? nakarmi?
napoi? przygarnie biedną sierotę?!

Widzę tyle ludzkich twarzy, 
ale każda mroźno na mnie patrzy bom sierota-
brudna i śmierdząca...

Proszę...Ciebie i Ciebie.. przygarnij mnie!
Będę posłuszny, wierny.
Ja nikogo nie skrzywdziłem, lecz ktoś skrzywdził mnie...

Zginę marnie bo zimno mi i smutno...

Ludzie! czy wy serc nie macie?!
Czy zamiast nich kamienie się wam wrodziły?
Czy ja proszę o zbyt wiele?

AH.






sobota, 6 sierpnia 2011

zapytało mnie życie....

zapytało mnie Życie- "co dalej?"
odpowiedziałam...
"nadal będę cię goniła,
nadal będę się śmiała,
nadal będę szeptać jak bardzo cię kocham,
nadal będę  dziękowała ci za to samo niebo dla wszystkich
i nadal będę cię pytać.....co dalej?
Ciesząc się tym co mam teraz...